Przydatne strony
Katalog sieci afiliacyjnych
Pierwszy w Polsce system zarabiania
Najlepsze w Polsce sieci afiliacyjne
Kurs tworzenia zarobkowych stron
Wolność Finansowa w 9 miesięcy
Co nowego w programach partnerskich
Jak legalnie zarabiać dużo
Mądre książki
CashFlow 101
Fantastico - narzędzie do robienia stron
Mądre, legalne i przyjemne zarabianie
Komentarze
- Witajcie, Ja gram od miesiąca całkiem spora kaską i mam stopę zwrotu na poziomie 120%! Ocz... >>
- dlaczego nie można się zalogować >>
- Drogi Alfredzie, nikt nie mówi że można wyżyć z takich pieniędzy. Można natomiast tyle zar... >>
- Dobry artykuł. tacy ludzie są prawdziwą zmorą dla partnerów:-( >>
- Naprawdę świetny i wartościowy artykuł! Gratuluję takiego spojrzenia na MLM >>
Darmowe ebooki
Programy Partnerskie
Dołącz do nas na Facebook'u
Darmowe kursy
Zarabiam
|
Myślę jednak że jest to temat złożony. Są w naszym kraju osoby które są chodzącym przykładem na to, że wykorzystując religię zarobić można. Od razu na myśl przychodzi mi pan Rydzyk, który doprowadził zarabianie przy pomocy religii do perfekcji. Oczywiście posiadanie własnej satelitarnej stacji telewizyjnej, gazety oraz Maybacha jest przykładem ekstremalnym, ale każdy z nas zna przypadki księży jeżdżących nowiutkimi autami i mieszkających w pięknych mieszkaniach kupionych za pieniądze otrzymane od nieraz bardzo biednych ludzi. Co powoduje taki absurd? Jak to się dzieje, że ktoś kto ledwo wiąże koniec z końcem, oddaje swoje ostatnie osczędności człowiekowi który już jest milionerem? No dobrze, zostawmy na chwilę stojących po drugiej stronie barykady i zajmijmy się tym jak wygląda sprawa dla kogoś, kto nie jest pracownikiem organizacji religijnej. Jak wygląda sprawa dla przeciętnego człowieka który nauczany jest tego że „prędzej wielbład przejdzie przez ucho igielne niż bogaty wejdzie do raju”? Tego typu stwierdzenia powodują zamieszanie. Z jednej strony chcemy być szczęśliwi i być sobie w stanie pozwolić na to co chcemy, a z drugiej strony autorytety religijne sugerują nam że „albo – albo”. Albo będziesz bogaty, albo wejdziesz do raju. Nic dziwnego, że tak wiele osób przymiera głodem. Czym wszakże jest kilkadziesiąt lat cierpienia za życia w porównaniu do wiecznego szczęścia po śmierci? Wszyscy pragniemy szczęścia. Wszyscy pragniemy mieć przynajmniej na tyle pieniędzy żeby nie musieć się martwić o to co włożymy do garnka, lub z czego opłacimy nasze rachunki. Wielu z nas pragnie więcej i chce być ludźmi zamożnymi. Jeśli założymy, że w tej grupie znajdują się katolicy musimy przyjąć że istnieje grupa ludzi w głowach których zachodzi niesamowity konflikt. Z jednej strony popycha ich potrzeba wygodnego życia, a z drugiej hamuje INTERPRETACJA świętych pism narzucona przez dygnitarzy kościelnych. Zastanawia mnie jednak podwójna moralność owych dygnitarzy. Z jednej strony głoszą wyższość ubóstwa nad bogactwem, a z drugiej... no cóż wystarczy wejść do co większego kościoła. Świetnym przykładem jest np. Jasna Góra. Na zewnątrz tłumy żebrzących ludzi, a w środku wystarczająco złota na ścianach żeby pomóc im i wielu innym. Zanim ktoś zarzuci mi zazdrość, sprostuję – bardzo cenię i szanuję bogatych ludzi. Staram się uczyć od tych znanych mi osobiście oraz tych, o których mam okazję przeczytać. Jest tutaj jednak jedna różnica. Żaden ze świeckich bogatych, o których kiedykolwiek słyszałem nie próbował nikogo przekonywać że biedny kiedykolwiek ma, lub będzie miał w życiu lepiej pozostając biednym. Odkąd tylko istnieją, religie dzieliły ludzi. Religia była i nadal jest najlepszym powodem do wojny. I nie trzeba tu wracać nawet do wesołych imprez religijnych zwanych „Krucjatami” w trakcie których ginęły tysiące ludzi których jedyną winą było nazywanie Boga inaczej niż najeźdźcy. W naszej współczesnej historii nadal jest to najczęstszy powód wysyłania dużych grup ludzi na tamten świat jednocześnie i bez pytania ich o zdanie. Głównym celem religii zawsze była władza. Władzę łatwiej mieć nad biednym niż bogatym. Bogaty po prostu więcej może... Bogatego co prawda zastraszyć można od strony wiecznego potępienia itp, ale jest to o tyle trudniejsze że, w przeciwieństwie do biednego, przynajmniej teraz żyje on wygodnie i niekoniecznie musi się przejmować bajkami o rzekomo czekających na niego kotłach ze smołą itp. Myślę że jest to odpowiedni moment na małe sprostowanie. To że rozpatruję religię tylko w kwestiach intencji jej pracowników jest celowe, zamierzone i spowodowane tym że nie uważam aby religia miała z Bogiem zbyt wiele wspólnego. Uważam że Bóg przedstawiony np. przez katolików jest postacią chorą psychicznie i przerażającą. Najczęstszą odpowiedzią na jakiekolwiek zarzuty związane z Jego niekonsekwencją przeważnie jest coś w stylu „Niezbadane są wyroki...”. Jest to odpowiedź absolutnie genialna i zamykająca drogę jakiejkolwiek logice i dalszej dyskusji. Jest to też odpowiedź niezbędna ponieważ wszystkie religie pozbawione są sensu i logiki. Religie stworzył człowiek, nie Bóg. Człowiek z założenia nie może zrozumieć Boga jako istoty nieskończenie bardziej rozwiniętej od siebie. Jakakolwiek więc próba opisania Go z punktu widzenia właśnie człowieka automatycznie skazana jest na niepowodzenie. Patrząc z boku na to co dygnitarze kościoła próbuja wmawiać ludziom na codzień dojść można do wniosku że chodzi tu tylko o to żeby jak najbardziej utrudnić życie każdemu i to w każdej możliwej dziedzinie. Wszystkie najważniejsze dla człowieka kwestie obwarowane muszą być zasadami oraz regułami. Co możesz jeść w piątek, czy masz prawo decydować ile masz dzieci, lub kiedy robić zakupy – odpowiedzi na te pytania udzielić może bez zająknięcia każdy ksiądz. Oczywiście wszystkie te zasady istnieją po to abyś po śmierci trafił do tego fajnego miejsca, a nie do tego „be”. Może ze mną jest coś nie tak, ale jeśli Bóg w którego wierzą katolicy skazuje ich na wieczne cierpienie dlatego że jadali kebaba w piątki, a kochając się ze swoją partnerką używali prezerwatywy, to bycie członkiem tej religii brzmi dla mnie jak masochizm najwyższej próby. Jeśli do tego jeszcze ktoś powie mi że to wszystko z troski o życie pośmiertne – wybuchnę smiechem, a potem płaczem. Celem religii jest podporządkowanie sobie ludzi. Wtrącenie ich w sztywne formy, zmuszenie do pewnych zachowań i nakazanie wykonywania pewnych rytuałów. To wszystko tylko po to aby mieć nad nimi kontrolę. Jeśli przekonasz kogoś do tego, że robiąc co mu każesz osiągnie wieczne szczęście – jest Twój. Możesz wymyslić najbardziej absurdalne zakazy, normy oraz prawa. Jeśli tylko przekonasz go o tym że wypełnianie Twoich rozkazów sprawi że w bliżej nieokreślonym czasie zamiast biedy i chorób osiągnie szczęście i zdrowie – odda Ci ostatnią koszulę lub z pieśnią na ustach wysadzi się w powietrze. Jeśli w dodatku przekonałeś już do tego kilka milionów innych ludzi, następni przyłączą się bez większych problemów – w kupie raźniej. A więc – czy religia ma wpływ na odniesienie sukcesu? Jeśli ślepo i dosłownie wypełniasz wszelkie nakazy i zakazy którymi obkładają Cię „pasterze” to śmiem twierdzić że sukcesu możesz nie odnieść nigdy. Pamiętaj że religia powstała po to aby to ONI odnieśli sukces, a nie TY. Za każdym razem kiedy będziesz miał wątpliwości co do tego stwierdzenia – pomyśl o ojcu dyrektorze i milionach emerytów którym co miesiąc pomaga rozplanować wydatki... Życze Ci samych sukcesów i otwartego umysłu nie zależnie od Twojego wyznania lub jego braku. Michał Puchalak
|
























































































































Czy religia ma wpływ na odniesienie sukcesu? Zdecydowanie.
Komentarze
Jan Paweł II cały czas mówił o świeckim kapłaństwie... - o co mu chodziło? Wiadomo nie zamknie kościołów, bo nie on tu mimo wszystko rządził... ale delikatne sugestie w któym kierunku moze działać dawał... Po jaka cholerę jeździł do ściany płaczu? Po jaka cholerę spotykał sie z Dalajlamą?
Po jaką cholerę gadał z tymi niewiernymi i nie chciał ich nawracać?
Co jest GRANE?
Religia jednak to kawał kultury, historii i rozwoju ludzkości, pierwsze manufaktury, ksiażki itd to zakony wprowadzały - siedzieliibyśmy w lesie. Religia owszem sprowadziłą wiele wojen.. ale sprowadziła tez wiele pokoju w imię jednej wiary. I w czasach tego ze pokoju można było rozwiajać i zakładać nowe miasta, wsie, manufaktury, tworzyć uczelnie. To w imię wspólnej wiary wiele ludów sie potrafiło pogodzić i działać razem w pokoju.
Takie były czasy, trzeba było mieć coś wspólnego co jednoczy.
Siedzielibyśmy w jednym wielkim europejskim lesie - gdyby nie kościół. Kto wie, moze byśmy sie mogli spodziewać najazdu czerwonoskórych ... A moze czulibyśmy sie tu jak w raju...
Czasu jednak nie cofniesz i nie dowiesz się co by było gdyby.
Co innego to fakt, że czas na przemiany w religii i to WIELKIE.
Bo jakby nie było wiara w Boga czy w cokolwiek innego, w gestii takiej w jakiej opisałeś jest delikatnie mówiąc zboczona. Dopóki jednak bedzie coś czego pojac nie możemy, będziemy wierzyć w coś, religia jakakolwiek była i bedize towarzyszyć człowiekowi. Co nie znaczy, że sie nie zmieniała, nie zmienia i nie bedzie się zmieniać.
Jak dla mnie jedną wielką zmianą jaką trzeaby wprowadzić w kościele katolickim to symbolika, wielbimy człwoieka cierpiącego na krzyżu, a najwieksze dla nas świeto to zmartwychwstani e. Cos tu poszło nie tak... w imię jakich intencji poszło w tym kierunku? - moim zdaniem w imię jednego słowa - władzy.
Wraz ze zmiana tejże symboliki zmieniłoby się też sporo rzeczy...
Cały ten cyrk kościelny został "stworzony" w celu manipulowania masami. Kościoły wszelkiej maści maja tylko jeden cel: utrzymanie ludzi w przekonaniu, że Bóg istnieje i należy się go bać przez co należy się również bać "kapłanów' gdyż maja z Bogiem bezpośredni kontakt i są pośrednika a więc wybrańcami. w rzeczywistości nie ma żadnego boga, jest tylko nieuzasadniony strach który nam wpojono.
Bycie ateistą znaczy być w pełni wolnym, nie zakutym w pseudo-moralne dyby dyktowane przez jakieś teologiczne nonsensy. Odpowiedzieć trzeba sobie na pytanie czy twoja religijna wiara jest twoją wiarą czy jest to tylko religia twoich rodziców. Indoktrynacja religijna zabija wewnętrzną wolność i podporządkowuje całe życie określonym dogmatom. Molestowanie religijne które doświadcza dziecko w wczesnym okresie rozwoju może doprowadzić w przyszłości do życiowych tragedii, gdyż młody umysł nie rozumie tak złożonych kwestii jak np. byty ponadnaturalne ale w pełni je akceptuje bo wypływają one od niepodważalnych autorytetów jakimi dla dziecka są rodzice.
"Być ateistą to aspiracja całkiem realna; więcej nawet, to postawa świadcząca o odwadze i doprawdy godna szacunku. Zatem - można być szczęśliwym, zrównoważonym oraz moralnie i intelektualnie spełnionym ateistą!" *.
„Każda religia jest dobra, ale najgłupsza jest najlepsza”. (Papież Aleksander VI (1492-1503).
Ciężar dowodzenia czegokolwiek o Bogu leży wyłącznie po stronie ludzi wierzących, bo to Oni twierdzą, że istnieje coś, czego nie widać, nie słychać ani nie czuć. To nie ateiści są w kłopocie, to nie oni muszą się tłumaczyć i udowadniać nieistnienia Boga. Zadaniem wierzących jest dowieść, że to, czego nie można w żaden sposób uchwycić zmysłami i metodami naukowej obserwacji i badań, jest rzeczywiste.
Na zakończenie tego wywodu pytanie. Czy należy się bać Boga w sytuacji gdy przedstawiciele kościoła dokonują czynów lubieżnych i grzesznych, gdy wdają się w kryminalne sprawy oszustw i przekrętów, gdy nie okazują skruchy ani strachu przed konsekwencjami swoich czynów, ja marny, ciemny, nieuświadomiony robak mam się bać ???
Te pytania mają w stosunku do wiary mniej więcej tyle sensu co pytanie "czy piątek jest żółty?".
Pozdrawiam,
Tym którzy jednak myślą inaczej zadam jedno pytanie, takie samo jakie zadaje moim dyskutantom przy rozmowach na temat religii, a w szczególności na temat tezy którą powtarza Kościół Katolicki, że tylko chrzest i pozostałe sakramenty zapewniają zbawienie: Czym zawinili Bogu Ci wszyscy którzy żyli wcześniej niż Jezus i nie mogli by ochrzczeni, oraz Ci którzy co prawda żyli już po narodzeniu Crystusa, na innych kontynentach bez chrztu jako tzw. dzikusi, albo też Ci żyjący obecnie i wyznający inną religię, bo taką im narzucili ich rodzice? W ocenie K.K. oni będa potępieni,choci aż wielu z nich żyje w większej zgodzie z regułami jakie narzuca K.K. niż gorliwi "głosiciele prawdy" w Kościele. Jednym słowem , dziwię się , że tak wielu ludzi na świecie, nie tylko w K.K. zapewnia dostatni byt ale także daje przyzwolenie na manipulowanie sobą "Interpretatorom Woli Bożej: czyli kapłanom.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.